Autor: Liz
|
Data dodania: 2009-08-19
|
Zaprosiłam dziś do siebie przyjaciela. Wypiliśmy po piwku, pogadaliśmy, pośmialiśmy się no i w ten oto sposób dotrwaliśmy do godziny 19.00. Właśnie zaczyna się dobranocka!! My, dzieci wielce wymęczone trudami codzienności, styrane tym strasznym trybem studenckiego życia (choć dopiero za kilka dni zaczynamy batalię z naszymi kochanymi, jakże dostojnymi, odzianymi w lamparcie futra wykładowcami [tzn. oni nam mówią, a my na to wykładamy]) siadamy przed telewizorem, choć pewni nie jesteśmy, czy zdołamy dotrwać do końca wieczorynki i nie zaśniemy o tak późnej porze. Ale cóż, raz na wozie, raz pod stołem. Dzielnie zasiadamy na podłodze z podusiami między nogami (żeby przypadkiem coś niepożądanego nie wyszło nam ze zwieraczy, gdyż zapaszki mogłyby powalić nawet słonia), kubkiem kakao w malutkich, drżących rączkach i słomeczkami wbitymi w usta i włączamy na program pierwszy telewizji publicznej w celu obejrzenia wieczorynki!!
Było jeszcze kilka
minutek do rozpoczęcia bajki, które to miała nam umilić wizja uroczej
Pani stojącej przy pięknym samochodzie, zachwycającej się chrupiącą
panierką skrzydełek rosnących z jej tamponu, który niezawodnie usunie
nawet największy zator i wszelką rdzę z każdej rury. Stwierdziliśmy, że
nasze niewinne i rządne wiedzy umysły, nie zdzierżą takiej
bezpruderyjnej reklamy, więc zagłębiliśmy się we wspomnienia z dawnych
lat. Powróciliśmy pamięcią do chwil szczęśliwych i tętniących emocjami,
kiedy to z nadzieją spoglądaliśmy, a raczej gapiliśmy się w srebrny,
rozświetlony ekran naszych już nie monochromatycznych telewizorów i
wypatrywaliśmy
mądrości w sytuacjach, w których znajdowali się animowani bohaterowie
przeróżnych kreskówek. Zaczęliśmy rzucać teksty pt: 'a pamiętasz ten
odcinek Bugs Bunny, w którym Elmer chciał zrezygnować z kontraktu?'
(wiecie, bo my się wychowaliśmy na takich fajnych, miłych, kolorowych,
z morałem...). No i od razu się zaczęło. Wodospad myśli i spostrzeżeń
zaflujgał mi dywan... Przychodziły nam do główek różne tytuły, zarówno
bajek rodzimych, jak i tych emitowanych przez TV POLONIA. Mamy na myśli
takie hiciory, jak wyżej wspomniane Looney Tunes, Smurfs, Blinky Bill,
no i oczywiście: Bolek i Lolek, cos tam o pingwinku Pik Pok'u (czy jak
on się tam wabił), no i niezapomniane Przygody Misia Koralgola
(Kolargola? Koralgora? Za Chiny Ludowe nie jestem w stanie tego
wymówić, ani tym bardziej napisać... zresztą wtedy też nie mogłam,
łamałam sobie język i nie tylko, ale kogo to obchodzi... miś jaki jest
każdy widzi). Misie!! Przecież był jeszcze Miś Uszatek!! 'Pora na
dobranoc, bo już
księżyc świeci. Dzieci lubią misie, misie lubią dzieci!' (' a teraz
drogie dzieci, pocałujcie misia w dupę' rozpisujemy konkurs!! Kto wie
skąd się wziął ten kultowy tekst [nawet wśród Polonii] i któż go
wypowiedział, dostanie od nas wielkiego całusa w czółko [opcjonalnie
browara, bo nie wiem, czy wszyscy będą zadowoleni z całusa od Martina]).
Te bajki nas wychowały, nauczyły nas rozróżniać
dobro i to, co jeszcze lepsze, a czasem po prostu śmieszyły do łez. No
chyba, że mowa o japońskich animach, które po prostu spełniały funkcję
ludyczną.
Pamiętacie Yatamana, albo GiGi'ego, białe majteczki
i piersi (żeby nie powiedzieć tak, jak mi tu podpowiada mój kompan,
cycki... a feee cóż za słowo), na których wychowały się całe pokolenia
zboczeńców, takich, jak ja... no i niech mu będzie...
Martin też. 'Dziś prawdziwych cyganów już nie ma...', znaczy się bajek
już nie ma, a nawet jeśli są, to są nieodpowiednie dla tej dzisiejszej
młodzieży, dla której umysłów (jeśli w ogóle te dzieci coś takiego
mają) pożywką są edukacyjne, przyrodnicze seriale animowane o
przygodach walczących zwierzątek, obdarzonych nadnaturalną siłą
sprawczą (gdyby ktoś nie doszedł jeszcze, a ja nie dochodzę, bo za mało
tych pieszczot... yyy niesmaczny żart... no dobra bardzo smaczny, no
więc gdyby ktoś nie zrozumiał delikatnej aluzji stworzonej przez chore
umysły starych pierników, za jakich mamy się z Martin'em, to chodzi
oczywiście o Pokemony!).
Ja się zaraz popłaczę... bububuuuuuuu... Dlaczego
nie ma już takich fajowych bajek i dobranocek, jak za moich czasów?...
sob sob sob... Dlaczego teraz błyskotliwą puentę i trafny morał (nawet
jeśli chodzi o Bugsa, który rypał Elmerka młotkiem w czachę) zastępuje
się błyskawicą z odbytu Pikaczu?... bububuuuuuuuuuu.... Dlaczego, ach
dlaczego na podwórku słyszymy, że Miś Koralgol (Kolargol? Kurna ja się
nigdy nie nauczę!) jest pedziem, a Smurfetka bierze do papy Smurfa (to
jest biernik. Bierze kogo? Co?
Coś tam Smurfa. Nie napiszę co, bo nie wypada)?... Ubolewamy nad tym
faktem, gdyż jakby nie było kochaliśmy tych, których telewizja
pogrzebała na cmentarzu zapomnienia i nie pozwala następnym pokoleniom
zobaczyć tego, co uczyniło nas mężczyznami... yyy... znaczy się
porządnymi ludźmi.
Właśnie zaczyna się dobranocka, więc kończymy te
pierdoły, które nam do głowy przychodzą i skupiamy się (uwaga pośladki
razem) na oglądaniu bajeczki przed snem. Pojawia się intro, podniecenie
wzrasta, emocje sięgają sufitu (a to nie lada wyczyn, bo sufit mam
wysoko), iiiiii............... jeszcze tylko sekundy dzielą nas od
spełnienia (bez skojarzeń).... iiiii.......... no i sruuuuuuuu... i
wszystko w pizdu... co widzimy?? Jakąś jatkę potworów nie z tej
planety, co to czymś mechanicznym rozwalają wszystko, co się rusza, ku
chwale... yyy... nie wiem czego... W każdym razie nie było Brygady RR.
No i poszliśmy zapłakani spać...
WNIOSEK: tak naprawdę nie ma znaczenia jaka bajka
jest, ważne by nie psuła, już zepsutych, zdepofałdowanych (czyli jednym
słowem prostych) umysłów naszej chodzącej emerytury, jaką niewątpliwie
jest młodzież tudzież dzieci w przedszkolach. Rodzice drodzy nie
psujcie swoich dzieci bajkami o grzmiących odchodach Pikaczu!
PS. Martin - przyjaciel z lat młodzieńczych, który przyjechal do mnie na koniec wakacji.
[Artykuł po raz pierwszy został opublikowany w Oldsql Zin #04]
Copyright © Oldsql Online | Wszystkie prawa zastrzeżone.