Autor: sleeskee
|
Data dodania: 2007-07-20
|
Są takie giery na saloonach, o których chcesz czym prędzej zapomnieć. Bynajmniej nie chodzi tu o giery kiepskie, bo do takich się po prostu nie podchodzi. Mam tu bowiem na myśli te automaty które... zeżarły ci mnóstwo kasy, na których gierzyłeś tak często, że gdyby podliczyć wszystkie geldy, które poszły na credyty, uzbierała by sie pokaźna sumka, za którą możnaby było fundnąć sobie jakąś konsolkę. Jedną z takich gier jest Street Hoop. Grrr... :)
Co może robić młody gracz na kolonii, będąc oddalony od swojej kochanej maszynki na wiele kilomków? Jeśli jakimś cudem udało sie wyperswadować pani opiekunce, że przydałaby sie godzinka wolnego, by dokładniej na własną rękę zwiedzić miastko i poznać jego walory kulturowe, to można sobie po cichaczu myknąć na saloon :) Tak też żeśmy zrobili:) Po kwadransie udało nam się znaleźć małą imitacje salonu w piwiarni za rogiem :) Już w wejściu kumpel pokazał cztery palcuchy barmanowi. Troche sie zmącił, gdy powiedzieliśmy, że chodzi o żetony :) Krótkie spojrzenie fachowców wokół, sami faceci w berecikach sącząc piwko lookali w naszą strone :) "Ten jest mój"- krzyknąłem i wskoczyłem na automat. Fakt faktem, że innych nie było :) Same stoły bilardowe i jeden flipper w kącie. Troche się skrzywiłem, gdy zczaiłem, że to koszykówka. Ale nic to :) Głód rozrywki elektronicznej był zbyt wielki na wybrzydzanie. Wepchnęłem delikatnie mój klejnot chwilowej rozrywki w rowek maszynki :) Zabrzęczało, zastukało i w końcu usłyszałem głuchy odgłos wpadnięcia żeta do pojemniczka. Mało kto na tym chyba grał ;) No dobra, sprawdzamy giere:) Szybki pokazik co do czego, jakim klawiszkiem co sie robi i już drużynki do wyboru. Bieremy USA, co sie tam kurcze będę ograniczał ;) Nienajlepsze trójeczki, ale za to wypasiony dunkingi oraz zrównoważona reszta bajerów. Pierwszy meczyk, trzy na trzy. Myślę se cool :) Nie ma to jak streetball uprawiany przez napakowanych i spoconych facetów :) Co tam, parę passów, dwa wsadziki, jeden fake i jedna trójeczka i prowadzenie 9:6 na 15 sekund przed końcem połowy. Trza sie wybronić, bo z reguły remis w takich gierach traktowany jest jak porażka, tracimy creditsa. To ja na chama :) Ręką, nogą, z łokcia i przechwycik :) Fauli nie ma, cool :) Nie wyrobie się z kontrą, to siepne se za tri. A że od dłuższego czasu mruga mi tu jakiś naładowany paseczek, miałem święte prawo spodziewać siakiegoś specjala, czy cuś. W końcu to nie jest symulacja tylko gra zręcznościowa, w której postawiono na widowiskowość i efektowność. Tak więc rzucam a tu mi istny fireball wyszedł :) I to bez podkręcania :) Podjarało siateczke, kibole szaleją - rządzę ;)
Tu trza w tym miejscu wspomnieć, iż nie tylko kumple sie przyglądali mym poczynaniom. Nawet panowie w berecikach podnieśli się i z kufelkami w prawicy i pianką na wąsach zarzucali teksty w stylu "łoł, to było dobre, kurde" :) Radoche żeśmy z nich mieli niezłą :) Trzeba się było asymilować z otoczeniem :) Przerwa się skończyła, jadymy dalej. Co by tu nie mówić- dość szybko straciłem tą swoją przewage, komp twardo mnie ogrywał, fundując wsadziory jakimi nie powstydziłby sie sam Air Michael. Ofkozik przy napakowanym na full specialu zafundował mi takiego dunka, że zarył zadem po asfalcie. Trójeczka w ostatnich sekundach sprawiła, że wygrałem spotkanie, dostałem buziola od panny na rollach i obszczekał mnie kundel :) Takie jest życie gwiazdy ;) W następnym meczyku zaczęłem dostawać baty już na początku, 6-0 dla rywali i delikatny pomruk rozczarowania wśród kumpli (goście w berecikach wrócili do bardziej poziomego delektowania sie trunkiem:)) No to trza pójść na całość i siepać trójkami na lewo i prawo. O dziwo taka metoda rozgrywki zaskutkowała. Wznowienie bieg prosto i rzut za 3 dawały nadmierny efekt. Znowu byłem mastah :) Co piąty rzucik wchodził specjal- szczerze mówiąc nie miałem większej ochoty robić wsadziorów, stawiałem efektywność nad efektownością. Przegrałem zaś w trzecim meczu :) Trójki coś za bardzo nie chciały wchodzić, przeciwnicy ostro jechali z łokciami, cóż, nawet ja musiałem kiedyś skapitulować :) Zrobiłem swoje, czas by sie popisali koledzy :)
Wiele razy sie wracało do tego miejsca, sami się dziwiliśmy, że taka giera- na pierwszy rzut oka dość prosta i prymitywna- powali nas na kolana i przyniesie tyle zabawy i satysfakcji. Opiekunka sie dziwiła, że tak często chcemy zwiedzać tą samą dzielnicę :) Bywało się często w tym miejscu, do czasu aż nie podmienili bebechów maszyny na Aero Fighters. Nie było już co tam robić. Zmusiło to nas do dalszych poszukiwań elektronicznej rozrywki, która warta była odmówienia sobie pączka by zaoszczędzić pare groszy :) W końcu znaleźliśmy salonik, w którym mogliśmy sobie beztrosko pogierzyć w Mortala. I wcale nie żałowaliśmy, że zabrali nam Street Hoopa :) Ale bez mrugnięcia oka należy wpisać tą gierę na listę gier zasłużonych.
[Artykuł po raz pierwszy został opublikowany w Oldsql Zin #01]
Copyright © Oldsql Online | Wszystkie prawa zastrzeżone.