Autor: Paladin_Rage
|
Data dodania: 2009-09-06
|
Nie zastanawialiście się nigdy, czemu mimo iż rodzice tyle razy zapewniali że święty Mikołaj istnieje, że pakuje swój gruby tyłek przez komin (nawet w domach z ogrzewaniem gazowym), że ze śmiechem najczęściej spotykanym w bawarskich knajpach, ładuje różnorakie podarki pod choinkę, po czym wyłazi tą samą drogą, i wali w długą, na swoich wypasionych saniach w dalszą drogę, mimo to nikt jeszcze go nie widział, ani nie utrwalił na zdjęciu ani na filmie? Czyżby rodzice kłamali? Nie to odpada... Rodzice nie okłamywaliby swoich dzieci. A co powiedzielibyście, gdybym powiedział wam że Mikołaj nie żyje, bo jego działalność przysporzyła mu wrogów? Ha, to jeszcze nic, gdybym powiedział wam że w całą sprawę zamieszany był najtwardszy łowca nagród w galaktyce, pewnie z szoku puściłyby wam zwieracze...
A jednak, właśnie tak sprawa pokrótce w albumie Palamilitary Christmas
wygląda. Lobo wpada do jakiejś speluny by poznać nowego zleceniodawcę,
którym okazuje się... Króliczek wielkanocny (zawsze uważałem że to
szuja). Ważniak mimo wyraźnej chęci, by ukręcić zwierzaczkowi łepek
wysłuchuje jak futrzak żali się na nieuczciwą konkurencję, jaką robią
święta Bożego Narodzenia, świętom Wielkiej Nocy, i zleca łowcy nagród
pozbycie się głównego problemu czyli Mikołaja. Lobo, po upewnieniu się
że futrzak jest wypłacalny, zbiera manatki po czym rusza do fabryki
Świętego Mikołaja, w celu zrobienie właścicielowi "hoł hoł hoł".
Tak pi razy drzwi, przedstawia się fabuła. Czyli standardowa akcja,
podczas której ważniak masakruje tony przeciwników, po czym walczy z
głównym wrogiem, szefem wszystkich szefów, dzięki czemu czytelnik może
po raz kolejny podziwiać, cieszącą oko konesera, niczym nie
uzasadnioną, malowniczą rzeźnię. W tym komiksie, różnica polega jednak
na tym że zamiast z twardymi zakapiorami, psychopatami i innymi typami
spod ciemnej gwiazdy, Mainman walczy z elfami oraz samym Mikołajem.
Oczywiście, przeciwnikom Lobo daleko do słodkich istotek znanych z
ilustracji książek dla dzieci, kreskówek czy z reklam. Elfy z facjat i
zachowania kojarzą się z orkami z władcy pierścieni, zaś sam Mikołaj
również nie jest bezbronny. Aczkolwiek przekonanie się jaki z niego
twardziel pozostawiam osobom które zechcą sięgnąć po ten komiks. W
każdym razie, zawartość merytoryczna komiksu powinna zadowolić każdego
fana przygód Lobo. Liczne krwawe masakry, oraz widowiskowe starcia
gwarantowane.
Od strony graficznej dużo się nie zmieniło. Za Paramilitarne święta
odpowiadali ci sami ludzie którze odpowiadali za Ostatniego
Czarnianina. Każdy kadr, tło, postać składa się na obraz brudnego,
parodiowo wykrzywionego wszechświata pełnego przemocy. Komiks
narysowany został starą, dobrze znaną dopracowaną kreską Keitha
Giffena, tak więc podobnie jak w Ostatnim Czarnianinie brak tu
niedoróbek. Walki zostały świetnie rozrysowane, i mimo pewnych
uproszczeń jest na co popatrzeć. Oczywiście przy założeniu że akurat
nic się nie je.
Co tu dużo mówić, Paramilitarne Święta Specjalne, są kolejnym komiksem
z Lobo, który trzyma świetny poziom całej serii, i który jest pozycją
obowiązkową dla fanów dobrej rozwałki. Szczególnie polecam ten komiks
osobom, które nienawidzą świąt, całej tej cukierkowatości, dobroci i
innych wylewających się ze wsząd słodkości. Bardzo miła odskocznia.
Oczywiście przy założeniu że ma się skończone osiemnaście lat, i jest
się zdrowym na psychice. No cóż, czas kończyć wywód, tak więc: ho, ho,
ho, wesołych paramilitarnych świąt.
Rysunki: Simon Bisley
Scenariusz: Keith Giffen, Alan Grant
Wydawnictwo: DC Comics
Rok wydania: 1991
Paramilitary X-mas the movie
Gratką dla fanów Lobo może być film krótko metrażoway z Lobo w roli
głównej! Film został nakręcony przez grupę studentów, więc fajerwerków
nie ma co się spodziewać. Jednak jeśli spojrzeć na efekt ich pracy, i
na fakt że nie mieli do dyspozycji kilkudziesięciu milionów dolarów jak
większość profesjonalistów w tej dziedzinie, to nie jest aż tak źle.
Całkiem przyzwoita obsada (w roli ważniaka wystąpił Andrew Bryniarski),
dobra charakteryzacja, całkiem niezła gra aktorska. Niestety, główny
szkopuł tkwi w fakcie, że ze względu na mały budżet, nie zrealizowano w
filmie finałowej walki z Mikołajem (zastąpiono ją uproszczoną sceną).
Pozostałe starcia również zostały dość skąpo ukazane. Dla prawdziwych
fanów Lobo, mimo niedoróbek, pozycja obowiązkowa. Można dość łatwo
znaleźć w siecie. Film trwa około 20 minut.
[Artykuł po raz pierwszy został opublikowany w Oldsql Zin Numer Specjalny #01]
Copyright © Oldsql Online | Wszystkie prawa zastrzeżone.